Mariusz Dziergas, mieszkaniec Katowic otrzymał drugi lokal od miasta. W pierwszym na ulicy Wojewódzkiej było ciężko, bo weekendy grała muzyka, a chciał się wysypiać, poprosił o przydzielenie innego mieszkania. Otrzymał lokal na ulicy Panewnickiej, który wyremontował za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Trafił z deszczu pod rynnę – teraz jego codziennością są burdy, pijaństwo, śpiący ludzie na klatce, krzyki i interwencje policji. W Komunalnym Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej zapewniono go – przed wprowadzeniem się – że budynek jest spokojny. Zrobiła to urzędniczka, która jak się okazało wcześniej mieszkała dokładnie w tym samym lokalu, co obecnie pan Mariusz.


Posłuchajcie rozmowy z Mariuszem Dziergasem:


– Ta pani powiedziała, że tam się dobrze mieszka, że jest cisza i spokój. Nie zaprzeczyła, nie powiedziała mi nic, że tam się tak i tak dzieje, że są libacje, są alkoholicy, ćpuni. Nic na ten temat nie powiedziała – mówi nam Mariusz Dziergas.

Reklama

Gdy Dziergas zapytał oficjalnie na piśmie, dlaczego wprowadzono go w błąd, to dowiedział się od KZGM, że urzędniczka potwierdziła, że „dobrze jej się tam mieszkało” i że kontakt z niektórymi sąsiadami utrzymuje do dziś. W piśmie zaznaczono też, że: „nie miała prawa informować Pana szczegółowo i przekazywać wrażliwych danych o sąsiadach”. Powołano się w nim na „konstytucyjną ochronę prywatności”.

Do określenia budynku mieszkaniec używa jednego słowa „melina”. – Tam jest istna melina, tam ludzie cały czas piją jak nie pod blokiem, to na klatce schodowej. Można spotkać tam na każdym piętrze flaszki po piwie, puszki, papierosy wypalone – mówi. Schemat funkcjonowania bloku jest prosty, do sklepu po alkohol a następnie libacja pod blokiem lub na klatce.

– Do drugiej, trzeciej nad ranem potrafią siedzieć (…) a rano jak się wstaje, to na klatce schodowej leżą, śpią sobie tam i po prostu mają takie wygodne życie – mówi.

…ale skoro to jest takie częste , to nie widział pan tego zanim się tam wprowadził?

– Zanim tam się wprowadziłem to miałem trzy dni na podjęcie decyzji, bo urząd miasta daje tylko trzy dni. Więc w jeden dzień zobaczyłem sobie to mieszkanie i musiałem w dwa dni stwierdzić, czy biorę to czy nie i musiałem dać informacje w urzędzie – mówi i przyznaje, że w trakcie remontu też specjalnie nie zauważył problemów w bloku. Remont mieszkania kosztował go około 50 tys. zł.

Mieszkaniec wystąpił do KZGM o przydział innego lokalu – miasto dało mu do wyboru trzy lokalizacje. Wszystkie wymagają kompletnego remontu, na który pana Mariusza nie stać, bo zaciągnął kredyt, aby wyremontować lokal na ulicy Panewnickiej.

Wśród trzech mieszkań do wyboru, przedstawiono mu m.in. jedno, w którym cała podłoga była wysmarowana odchodami.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

4 KOMENTARZE

  1. To ja muszę jebać całe życie by sobie mieszkanie kupić, a taki element mieszkania dostaje? Jak w tym kraju będzie dobrze? Gdybyście dali mieszkania tym co sobie radzą, to oni resztę swojej energii przeznaczyliby na robienie czegoś konstruktywnego a tak to trzeba się ścigać z faworyzowaną przez rząd hołotą. Ani kropli krwi nie przeleję za ten skurwiały kraj, bo po co?

  2. Wystarczy aby Policja i inne służby robiły co do ich należy, to tego pijanstwa, hołoty i nierobów by nie było. Szkoda że jak chciałem mieszkanie z Urzędu Miasta to otrzymałem informację że za dużo zarabiam. Najlepiej mieszkania wyremontować i dać takim ludziom co niczego nie szanują i gnębią sąsiadów. A z tymi pijaczkami i cwaniakami to sobie można dać radę tylko trzeba chcieć a nie chować głowę w piasek.

  3. Słabo:/ gościa stać na remont to mógł kredyt większy na wymarzone mieszkanie sobie załatwić. KZGM to nie fundacja spełniam marzenia …. A niby są to lokale od miasta dla najuboższych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
23 + 2 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.